Fantom.doc

(30 KB) Pobierz

Komputerowo sterowane drzwi otworzyły się szeroko i do obszernej sali wprowadzono łysego mężczyznę w średnim wieku sadzając go na krześle. W tym samym momencie z bocznej wnęki żwawo wyszedł niski grubas w przyciasnym garniturze.

– Nareszcie, Fantom. Od lat na to czekałem. Ustalmy fakty: nazywasz się Kosma Mirecki, pseudonim ‘Fantom’, i jesteś przywódcą ruchu oporu w waszym kraju. Wasza organizacja chce zdetonować kolejną bombę w centrum stolicy, a ty znasz jej lokalizację. Co to jest? Następna stacja telewizyjna? Budynek parlamentu? Wystarczy jedno słowo, a sylwestra spędzisz w najlepszym SPA na tej planecie.

Pojmany spojrzał na adwersarza i rozpostarł usta w sardonicznym uśmiechu. Jeden z ochroniarzy odezwał się niepewnie:

– Panie komisarzu, mówiłem, że to nie on.

– Słuchaj uważnie, gnido – przesłuchujący zbliżył się do mężczyzny i spojrzał mu diabolicznie w oczy – Do twojego ciała wszczepiono przed chwilą warioskaner. Najdrobniejsza emocja potwierdzi twoją narodowość. Po czym zawyrokował: – Wprowadzić tych z małpą!

Natychmiast do sali weszło dwóch osobników z szympansem. Bez chwili namysłu podnieśli małpę i zaczęli nią w powietrzu wywijać. Czujnik warioskanera nie drgnął nawet w momencie, gdy małpa krzyknęła w mało znanym języku: „Ratunku, Romek, przestańcie, zabijecie mnie”.

Ochroniarz chrząknął. Odpowiedział mu wrzask: – Dawać delfina!!!

Do sali wtoczył się zwalisty osiłek i zaczął błyskawicznie nadmuchiwać ogromnego białego delfina. Radosne, ochocze spojrzenie plastikowego ssaka morskiego zderzyło się z beznamiętnym wzrokiem domniemanego Fantoma. Przez chwilę patrzyli na siebie, jednak ostatecznie delfin nie wytrzymał tej próby i wybuchł. Białe płaty niczym konfetti pokryły podłogę.

Przesłuchujący postanowił zmienić taktykę.

– Pomarańczę? Na pewno jesteś głodny.

W tej samej chwili wniesiono wspaniałe ogniste pomarańcze.

– Miały być żółtozielone. Żółtozielone, wielka bando kretynów! Na szczęście mam tu coś, co lubisz – z zewnętrznej kieszeni zdenerwowanego już na dobre komisarza wypadło opakowanie oranżady w proszku.

– Dam ci całą paczkę, gdy przyznasz się, kim jesteś. Albo wiesz co – dam ci coś lepszego...

Światło nieco przygasło, a z pomieszczenia po drugiej stronie wyszła ubrana tylko w jasny fartuch i opaskę na głowie długonoga blondyna o twarzy i wymiarach top-modelki. Pchając przed sobą metalowy wózek sporej wielkości ze szklankami z grubego szkła rzuciła od niechcenia w stronę przesłuchiwanego:

– Napije się pan? Cytrynowa, czy malinowa?

Następnie bezwstydnie wyjęła loda w srebrnym opakowaniu i nadziawszy go na drewniany patyk, zaczęła odkrywać śmietankową zawartość. Papierek z logo przedstawiającym murzyńską twarz osunął się na podłogę – przez moment wydawało się, że wskazówki na ekranie odbierającym sygnały z warioskanera minimalnie drgnęły, ale po chwili okazało się, iż było to tylko złudzenie.

 

Następne minuty wypełniło kilka iście teatralnych scen. Przed oczami „być może Mireckiego” otwierano paczki z gumami do żucia, następnie żujący mieli obowiązek robić z nich jak największe balony. Kilka osób co rusz podchodziło do siedzącego mężczyzny witając się w osobliwy sposób: „Jestem Sandokan”. Albo: „Nazywam się Curro Jimenez”. Inni otwierali jakieś butelki z dziwnymi zawleczkami, był nawet brzuchomówca ze szmacianą lalką w kształcie żaby i kilku mówiących po hiszpańsku młodziaków ubranych w stroje plażowe.

W tym samym czasie na piasku wysypanym na środku pomieszczenia grano w kapsle pokolorowane od wewnątrz na wzór flag państwowych, zaś w rogu dwóch ubranych w swetry mężczyzn w okularach składało model stacji kosmicznej, żywo przy tym debatując. Przed nosem rzekomego przywódcy rebelii w dalszym ciągu przebiegali jacyś ludzie wygłaszając różnorakie kwestie w mało znanym dialekcie: „Obywatel Jan Kowalski podróżujący samochodem marki Fiat 125p o numerze rejestracyjnym [tu padał numer auta] proszony jest o kontakt z rodziną” czy stylizowane reklamowo imperatywy w stylu „Niewidzialna ręka to także ty”. Niestety, jedyną reakcją były ziewające ekrany wykrywacza emocji. Nie zmieniło tego nawet wtargnięcie kuriera z naręczem komiksów i czasopism, wśród których prym wiodły tak egzotyczne nazwy jak ‘Relax’ i ‘Świat Młodych’. Finałem tej maskarady było zejście z ustawionych naprędce wysokich schodów ubranego na biało zespołu muzycznego złożonego z dwóch mężczyzn i dwóch kobiet. W sali zagościł język angielski: „Chiquitita, tell me the truth...”, lecz prawda nadal nie chciała ujrzeć światła dziennego.

 

Komisarz chwycił się ostatniej deski ratunku. Światło znowu przygasło, a zapadły półmrok wypełnił obraz wyświetlony z podwieszonego na suficie projektora. Na ścianie pojawił się zegar wskazujący godzinę 9 rano, zaś z głośników wyleciał odgłos piejącego koguta. Nagle obraz zgasł, a siedzący na krześle poczuł na barku zimny uścisk. Ubrany w zgniłozielony, pokryty śniegiem wojskowy mundur drągal z kałasznikowem w ręku stanął za plecami niby-Kosmy. Warioodbiornik zawył niczym zarzynane zwierzę. Siedzący zerwał się błyskawicznie z krzesła i jednym ruchem wyrwał dryblasowi śmiercionośną broń. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, połowa sali leżała martwa. Reszta konała w konwulsjach, inni salwowali się ucieczką przez okna.

Fantom podszedł do biurka, za którym schował się przerażony do granic obłędu komisarz, nachylił się i z lodowatym półuśmiechem wycyzelował:

– To było ‘Dancing Queen’. A teraz nas stąd wyprowadzisz.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin