Burroughs William S. - Ćpun.pdf

(1470 KB) Pobierz
D:.OTA SllRIA
Al'IBER
A
William
S.
BURROUGHS
Ćpun
Pierwsze pełne wydanie
AJllBEK
A
Warszawa
2004
Wstęp
„DOSTAJESZ TO, CO WIDZISZ"
temat zdrowia publicznego i polityczna krytyka wojny z narkotykami; stu­
dia kulturowe i analizy etyczne; przeglądy prawodawstwa w kwestii narko­
tyków, psychologia uzależnień, farmakologia i metody leczenia; wspomnienia
osobiste, trzeciorzędne powieści i klasyczne dzieła literackie.
J
eśli szukasz książek o uzależnieniu od narkotyków, to nigdy nie było
lepszej oferty. Istnieją dzieła z dziedziny historii społecznej, polemiki na
Ćpun
to współ­
czesna ikona, a heroina ma swoją historię i mitologię tak jak chemia.
A
je­
żeli szukasz książek Williama Burroughsa, to masz do wyboru dwadzieścia
parę - większość, jes nie wszystkie, mówi o narkotykach i uzależnieniach.
li
Ćpun i Burroughs to jedno, jest on artystą narkomanem XX stulecia, ale do
tej pory nie napisał książki choćby z grubsza przypominającej jego pierw­
sze dzieło -
Ćpuna.
„Realistyczna, uczciwa proza"; „dostajesz to, co widzisz"; „uczciwe spra­
wozdanie z błędnego kola uzależnienia" - takich komentarzy czytelników
z księgarni online na stronie i nternetowej nikt nie użyłby do opisania
Nova
Express, The Wild Boys
czy
The Westem Lands.
Jednak jest coś, co można
powiedzieć o wszystkich książkach Williama Burroughsa - otóż gdy są­
dzisz, że już uda ci się je zdefiniować, wtedy właśnie ci umykają. Dotyczy
to również tej książki, mimo że wśród dzieł Burroughsa tylko ona częściej
5
jest czytywana tak, jakby pozostawała poza jego twórczością, niż była jej
częścią. Pochłaniają ją nawet ci czytelnicy, którzy przyznają, że zadławili
się
Nagim lunchem.
Ćpun
jest w pewnym stopniu zapisem wczesnych lat heroinowych Burrou­
ghsa i - powołajmy się na Luca Santego (autora
low Life,
klasycznego
studium zbrodni i narkotyków) -
chapeaux bas!
Dużo w niej o marihuanie,
kokainie, benzedrynie, nembutalu, pejotlu, yage i antyhistaminach, a także
o opium i jego pochodnych, co sprawia, że staje się na poły farmakopeą.
Odzwierciedlaj ąc studia antropologiczne Burroughsa (najpierw na Harvar­
dzie, a potem w Mexico City College}, naśladuje etnograficzny raport tere­
nowy: szczegółowo przedstawia terytoria i obyczaje różnych amerykań­
skich subkultur i dokumentuje ich powstanie oraz zmierzch w latach
powojennych. Zainteresowanie idiomami środowiskowymi i żargonem kry­
minalnym czyni z tej książki studium lingwistyki świata przestępczego. Są
w niej nie tylko działania policji antynarkotykowej , prawników, lekarzy
i psychiatrów w szpitalach federalnych, ale też bogate informacje o ekono­
mice zbiorów, wskazówki , jak dopomóc szczęściu, i wreszcie medytacje
o lojalności i zdradzie, samotności egzystencjalnej i wstręcie do własnego,
nędznego ciała. To dziennikarski reportaż, rodzaj autobiograficznej spo­
wiedzi i zarazem powieść wzorowana na Erneście Hemingwayu, Dashiellu
Hammetcie, Johnie O' Harze i
F.
Scotcie Fitzgeraldzie, a także na dialogach
z hollywoodzkich fi lmów klasy B. Książkę uważa się za prostą opowieść
Burroughsa, nieskomplikowane, pouczające sprawozdanie napisane zwy­
czajnym, oschłym stylem. Ale przeczytaj ją ponownie, a znajdziesz perełki
prozy i dziwne, widmowe obrazy, niezwykłe chwile prawdziwego zagroże­
nia albo absolutną dwuznaczność zadającą kłam poglądowi , że to lapidarny,
chrypliwy realizm; efekt będzie tym bardziej niepokojący, że czegoś takie­
go wcześniej na pozór nie było. Przeczytaj po raz trzeci i styl, daleki
od
nudziarstwa i niezgrabności , okaże się żywy i subtelny. Sprytnie wywołując
efekty komiczne, obfituje też w przebiegłe sztuczki . Popatrz więc z różnych
stron, a obraz zacznie się zmieniać przed twoimi oczami jak w kalejdosko­
pie.
Ta dziwna, opóźniona w reakcjach logika pojawia się w wielu przebra­
niach. Oto choćby jedno z nich. William Lee mówi: „Musisz mieć dobre
maniery w łóżku z doktorami albo nigdzie nie zajedziesz". Na pierwszy rzut
oka jest to żart z doktorów, wygląda na śmiertelnie poważną ironię, jak
w zwrocie „ciężko pracujący złodziej" i w wielu innych, w których zwy­
czajnym, kulturowo pozytywnym terminom zgrabnie przydaje się wywro-
6
towego znaczenia. Ale jak się temu przyjrzeć, słowa klucze to już nie „ma­
niery w łóżku" i „doktorzy", lecz zwrot per „ty": nagle Lee nie mówi o dok­
torach, on mówi , jak ty masz sobie z nimi dawać radę. Ta powtarzająca się
pułapka taktyczna, insynuująca, że czytelnik zanurzony jest w świecie prze­
stępstwa, podkreślając nasze podglądactwo, stanowi jedyną w swoim ro­
dzaju cechę stylu Burroughsa. Najbliższym jego ekwiwalentem jest zdanie
z
Krwawego żni wa
Hammetta: „Nie należał do tego rodzaju ludzi, któremu
chciałbyś wyciągnąć pieniądze z kieszeni, chyba że bardzo ufasz swoim
palcom";
kusi nas, żeby zastanowić się, jak bardzo ufamy swoim palcom
- czy mamy wsadzać je, czy też nie do cudzej kieszeni? Innymi słowy: po
której stronie granicy ze światem przestępstwa jesteś naprawdę i gdzie ry­
sujesz tę granicę?
Chcialoby się wysnuć wniosek, że zimna i uwodzicielska książka Burr­
oughsa jest dziełem złożonym i ironicznym, że jej pozorna prostota to wyra­
finowany fortel, który ma cię otumanić, ale to też jest zbyt proste i nie
oddaje wszystkiego. W rzeczywistości, pierwsza powieść Burroughsa jest
całkowicie różna
od
tego, co napisał później , a jednak nie można jej czytać,
nie napotykając na każdym kroku zwiastunów jego pisarstwa w przyszło­
ści. To tak, jakby czytać dwie książki jednocześnie, jedną nietypowo prostą.
drugą charakterystycznie pokręconą. To jest jej paradoks, jej los - niekon­
wencjonalnego dzieła jednego z najbardziej niekonwencjonalnych pisarzy
amerykańskich.
.
. .
z
PRZYCZVN Ml NIEZNANYCH"
Historia tego, jak debiutancka powieść została napisana, jak i dlaczego
Burroughs zaczął od niej karierę, to dla nas intrygująca tajemnica. Ale nasz
apetyt na twarde fakty zawsze zrównoważony jest intuicyjnym wyczuciem,
że tajemnica takiego początku winna pozostać nienaruszona. Może dlatego.
że pisarz musi , na pewnym poziomie, pozostawić tajemnice tajemnicami,
by w ogóle móc pisać, a my to szanujemy, choć przecież po części je odkry­
wamy. Tak czy inaczej , jest w tym sprzeczność, która sięga samego sedna
powieści Burroughsa: jedna prawda ujęta na dwa sposoby i wyłożona we­
dług najbardziej charakterystycznych cech. Oto fakty - to pierwsze ujęcie,
kryjące obietnicę, że otrzymamy wszystko, co chcemy wiedzieć. I drugie.
jakby jego zaprzeczenie: nie ma klucza do strzeżonej tajemnicy.
Żeby zgłębić tę książkę i zrozumieć, co nowa edycja, w pięćdziesi ątą
rocznicę ukazania się pierwszej , może dodać do naszego jej zrozumienia.
7
Zgłoś jeśli naruszono regulamin