Zły skan - dobry skan.pdf
(
2355 KB
)
Pobierz
Z£Y SKAN
DOBRY SKAN
Z³y skan po obróbce ScanTailor
Dobry skan po obróbce ScanTailor
42
STEPHEN KING
-
W koñcu uzna³em, ¿e pora siê odezwaæ. George spyta³ doktora, ile mniej wiêcej lat mo¿e mieæ
ten goϾ.
- Da³bym mu ko³o cztenjziestki, z tolerancj¹ do piêciu lat - doktor na to. - Zgodzisz siê, Vincent?
Pokiwa³em g³ow¹. Czterdziestka wydawa³a siê prawdopodobna, a mnie przysz³o do g³owy, ¿e ¿al
faceta, który umar³ jako czterdziestolatek, cholernie ¿al. To najbardziej anonimowy wiek.
- Potem doktora coœ zainteresowa³o. Przykl¹k³ na jedno kolano (co nie by³o ³atwe dla cz³owieka
jego gabarytów, doszed³ wtedy chyba do stu czterdziestu kilo, a mierzy³ z metr siedemdziesi¹t) i uj¹³
praw¹ rêkê zmar³ego, tê, która le¿a³a na piasku. Palce by³y lekko zgiête, jakby mê¿czyzna umar³,
usi³uj¹c zrobiæ z nich lunetê. Kiedy doktor uniós³ jego rêkê, zobaczyliœmy jakiœ brud na palcach i we
wnêtrzu d³oni.
- Co widzisz? - spyta³ George. - Dla mnie to tylko piasek.
- Zgadza siê, ale dlaczego przywar³? - odpowiedzia³ pytaniem doktor Robinson. - Ten kube³, jak i
pozosta³e, s¹ rozmieszczone daleko za lini¹ przyp³ywu, pó³g³ówek by siê zorientowa³, a wczoraj nie
pada³o. Piasek jest suchy jak pieprz. No i patrz.
Podniós³ lew¹ rêkê zmar³ego. Wszyscy zauwa¿yliœmy na niej obr¹czkê, a tak¿e to, ¿e palce nie
by³y za-piaszczone. Doktor od³o¿y³ d³oñ i podniós³ tê drug¹ i trochê przechyli³, by s³oñce dok³adniej
j¹ oœwietli³o.
- Proszê - mówi. - Widzicie?
- Co to jest? - pytam. - T³uszcz? Zat³uœci³ rêkê? Aten siê uœmiecha i mówi:
- Wygrywasz pami¹tkowego misia, Vincent. A widzisz, jak trzyma te palce?
- Aha, jakby zrobi³ z nich lunetê - mówi George. Wszyscy trzej padliœmy na kolana, jakby kube³ na
œmieci by³ o³tarzem, a myœmy wznosili mod³y, ¿eby facet znowu o¿y³.
- Nie, nie lunetê - powiada doktor i wtedy coœ zrozumia³em - by³ tak rozemocjonowany, jak
bywaj¹ je-COLÓRADO KlD
43
dynie ludzie, którzy dowiedzieli siê czegoœ, czego normalnie tacy jak oni nie mieliby szansy siê
dowiedzieæ. Spojrza³ zmar³emu w twarz (przynajmniej wydawa³o mi siê, ¿e w twarz, ale okaza³o siê,
¿e trochê ni¿ej), a potem na stulon¹ praw¹ d³oñ. - Nie s¹dzê, ¿eby lunetê.
- To co? - pyta George. - Bo chcê to zg³osiæ na policji i w biurze prokuratora, Chris. Natomiast nie
chcê spêdziæ ca³ego ranka na czworakach, ¿ebyœ ty siê móg³ bawiæ w Ellery'ego Queena.
- Widzisz, jak jego kciuk niemal styka siê z palcem wskazuj¹cym i œrodkowym? - pyta doktor, a
my to oczywiœcie widzieliœmy. - Gdyby ten goœæ zmar³, spogl¹daj¹c przez stulone palce, to kciuk by na
nie zachodzi³, dotykaj¹c œrodkowego i serdecznego palca. Sam spróbuj, jeœli nie wierzysz.
Spróbowa³em i niech mnie diabli, jeœli nie mia³ racji.
- To nie jest luneta - mówi doktor, znowu dotykaj¹c zesztywnia³ej prawej d³oni zmar³ego. - To
szczypce. Dodaj do tego t³uszcz i te drobinki piasku na d³oni i palcach, a co otrzymasz?
Ja ju¿ wiedzia³em, ale poniewa¿ to George by³ przedstawicielem prawa, pozwoli³em mu
przemówiæ pierwszemu.
- Skoro coœ jad³ w chwili œmierci - pyta George - to gdzie to jest, do jasnej cholery?
Doktor wskazuje szyjê trupa - nawet Nancy Ar-nault zwróci³a na ni¹ uwagê i okreœli³a j¹ jako
rozdêt¹ - i mówi:
- Przypuszczam, ¿e wiêkszoœæ nadal znajduje siê tam, gdzie by³a, kiedy siê ud³awi³. Podaj mi
torbê, Vin-cent.
Poda³em. Usi³owa³ w niej grzebaæ, ale okaza³o siê, ¿e mo¿e to robiæ tylko jedn¹ rêk¹, nadal
opieraj¹c ca³y ciê¿ar cia³a na kolanach; by³ du¿y, no by³, i musia³ tak zrobiæ, ¿eby siê nie przewróciæ.
Wiêc wrêczy³ torbê mnie i mówi:
- Mam tam dwa wzierniki, Vincent. Jeden do co-
42
STEPHEN KING
- W koñcu uzna³em, ¿e pora siê odezwaæ. George spyta³ doktora, ile mniej wiêcej lat mo¿e mieæ
ten goϾ.
- Da³bym mu ko³o czterdziestki, z tolerancj¹ do piêciu lat - doktor na to. - Zgodzisz siê, Yincent?
Pokiwa³em g³ow¹. Czterdziestka wydawa³a siê prawdopodobna, a mnie przysz³o do g³owy, ¿e ¿al
faceta, który umar³ jako czterdziestolatek, cholernie ¿al. To najbardziej anonimowy wiek.
- Potem doktora coœ zainteresowa³o. Przykl¹k³ mi jedno kolano (co nie by³o ³atwe dla cz³owieka
jego gabarytów, doszed³ wtedy chyba do stu czterdziestu kilo, a mierzy³ z metr siedemdziesi¹t) i uj¹³
praw¹ rêkê zmar³ego, tê, która le¿a³a na piasku. Palce by³y lekko zgiête, jakby mê¿czyzna umar³,
usi³uj¹c zrobiæ z nich lunetê, Kiedy doktor uniós³ jego rêkê, zobaczyliœmy jakiœ brud na palcach i we
wnêtrzu d³oni.
- Co widzisz? - spyta³ George. - Dla mnie to tylko piasek.
- Zgadza siê, ale dlaczego przywar³? - odpowiedzia³ pytaniem doktor Robinson. - Ten kube³, jak i
pozosta³e, s¹ rozmieszczone daleko za lini¹ przyp³ywu, pó³g³ówek by siê zorientowa³, a wczoraj nie
pada³o. Piasek jest suchy jak pieprz. No i patrz.
Podniós³ lew¹ rêkê zmar³ego. Wszyscy zauwa¿yliœmy na niej obr¹czkê, a tak¿e to, ¿e palce nie
by³y za-piaszczone. Doktor od³o¿y³ d³oñ i podniós³ tê drugii i trochê przechyli³, by s³oñce dok³adniej
j¹ oœwietli³o.
- Proszê - mówi. - Widzicie?
- Co to jest? - pytam. - T³uszcz? Zat³uœci³ rêkê? Aten siê uœmiecha i mówi:
- Wygrywasz pami¹tkowego misia, Vincent. A widzisz, jak trzyma te palce?
- Aha, jakby zrobi³ z nich lunetê - mówi George. Wszyscy trzej padliœmy na kolana, jakby kube³
mi
œmieci by³ o³tarzem, a myœmy wznosili mod³y, ¿eby i u-cet znowu o¿y³.
- Nie, nie lunetê - powiada doktor i wtedy coœ zrozumia³em - by³ tak rozemocjonowany, jak
bywaj¹ je-COLORADO KlD
43
ilynie
ludzie, którzy dowiedzieli siê czegoœ, czego normalnie tacy jak oni nie mieliby szansy siê
dowiedzieæ. Spojrza³ zmar³emu w twarz (przynajmniej wydawa³o liii siê, ¿e w twarz, ale okaza³o siê,
¿e trochê ni¿ej), u potem na stulon¹ praw¹ d³oñ. - Nie s¹dzê, ¿eby lu-nctc.
To co? - pyta George. - Bo chcê to zg³osiæ na po-llcji i w biurze prokuratora, Chris. Natomiast nie
chcê Hpêdziæ ca³ego ranka na czworakach, ¿ebyœ ty siê móg³ hwwiæ w Ellery'ego Queena.
Widzisz, jak jego kciuk niemal styka siê z palcem WNkuzuj¹cym i œrodkowym? - pyta doktor, a
my to nc/.y wiœcie widzieliœmy. - Gdyby ten goœæ zmar³, spogl¹-iht ji|c przez stulone palce, to kciuk by
na nie zachodzi³, dotykaj¹c œrodkowego i serdecznego palca. Sam spróbuj, jeœli nie wierzysz.
Spróbowa³em i niech mnie diabli, jeœli nie mia³ racji.
To nie jest luneta - mówi doktor, znowu dotykalne /csztywnia³ej prawej d³oni zmar³ego. - To
szczypce. Doiluj do tego t³uszcz i te drobinki piasku na d³oni I pilicach, a co otrzymasz?
Ja ju¿ wiedzia³em, ale poniewa¿ to George by³ przedstawicielem prawa, pozwoli³em mu
przemówiæ pierwszemu.
Skoro coœ jad³ w chwili œmierci - pyta George - to
lltl/,ic
to jest, do jasnej cholery?
Doktor wskazuje szyjê trupa - nawet Nancy Ar-muill zwróci³a na ni¹ uwagê i okreœli³a j¹ jako
rozdêt¹ I mówi:
Przypuszczam, ¿e wiêkszoœæ nadal znajduje siê Inni, gdzie by³a, kiedy siê ud³awi³. Podaj mi torbê,
Vin-
£TMl.
Poda³em. Usi³owa³ w niej grzebaæ, ale okaza³o siê, ¿e ni o/c to robiæ tylko jedn¹ rêk¹, nadal
opieraj¹c ca³y ciê->rt i ciu³a na kolanach; by³ du¿y, no by³, i musia³ tak zro-bli³, ¿eby siê nie
przewróciæ. Wiêc wrêczy³ torbê mnie I mówi:
Mam tam dwa wzierniki, Vincent. Jeden do co-
Po OCR przed korekt¹ z dobrego skanu
Po OCR przed korekt¹ ze z³ego skanu
Plik z chomika:
bibliotenka
Inne pliki z tego folderu:
Skanowanie. Kilka mądrości.pdf
(1714 KB)
VueScan.9426.zip
(7987 KB)
Zły skan - dobry skan.pdf
(2355 KB)
Inne foldery tego chomika:
audiobooki
czasopisma
Ekranizacje
gotowe
inne
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin